Każdego roku około 100 tys. koni zostaje wyeksportowanych z Europy środkowo-wschodniej do Włoch, Francji i Belgii na rzeź. Handel nimi jest jednym z najokrutniejszych i najmniej uregulowanych procederów w Europie.
Polska jest największym eksporterem koni na mięso na naszym kontynencie. Jeszcze dziesięć lat temu w Polsce żył prawie milion koni, a obecnie ich liczba zmniejszyła się do 500 tys. Co więcej, każdego roku kilkadziesiąt tysięcy koni opuszcza nasz kraj, by zostać zarżniętych na mięso. Większość z nich z nich trafia do Włoch, a pozostałe do Francji i Belgii. Wywożone z Polski konie czeka bardzo długa podróż. Jednym z najodleglejszych miejsc przeznaczenia jest Sardynia oddalona o 2 500 km, co oznacza kilkudniową godzinną podróż.
Konie są sprzedawane na mięso bez względu na rasę czy wiek, jednak najczęściej do transportów śmierci trafiają głównie konie robocze o łagodnym usposobieniu. Większość z nich pochodzi od prywatnych właścicieli. Wiele koni jest starych, schorowanych, rannych a nawet ślepych, a z powodu wielkiego popytu na koninę w krajach Europy Zachodniej na mięso eksportowane są nawet zdrowe i silne konie.
Źrebięta, których mięso uchodzi we Włoszech za "zdrową żywność" są
najbardziej poszukiwane. Ponieważ dokumentacja koni jest często
fałszowana, często nie można ustalić ich rzeczywistego pochodzenia.
Częste są przypadki kradzieży koni, ponieważ złodzieje wiedzą, iż
łatwo będzie zdobyć fałszywe świadectwa pochodzenia zwierząt. Na
największym końskim targu w Skaryszewie sprzedawane są tysiące koni.
Włoscy konsumenci domagają się ogromnych ilości koniny - tysięcy
ton. Polskie konie są idealnym źródłem koniny na potrzeby
tamtejszego rynku, z powodu niskiej ceny oraz nieprzestrzegania praw
zwierząt w naszym kraju. Na przykład, Włosi lubią "suchą" koninę,
więc kierowcom mówi się, by nie poili koni, gdyż dostaną one kolki
(co oczywiście jest wierutnym kłamstwem i łamaniem prawa). Ale żadnej
ze stron uczestniczących w tym procederze nie interesuje dobro koni.
Konie są przewożone przeładowanymi ciężarówkami, co często powoduje,
iż upadają i tratują się wzajemnie. Niebezpieczeństwo wzrasta w
miarę podróży przez Polskę, ponieważ po drodze doładowywane są
dalsze konie.
Z powodu notorycznego braku inspekcji weterynaryjnej zanim konie
dojadą do granicy z Republiką Czeską są często chore lub ranne.
Prawo zabrania wywozu z Polski chorych lub rannych zwierząt i
powinny one zostać wyładowane. Dochodzenie Vivy! ujawniło jednak, że
chore i ranne konie są transportowane dalej przy ignorowaniu
wymaganych prawem okresów postoju. Po zaledwie 3. godzinnej przerwie
- zamiast 24. godzinnej wymaganej prawem - zwierzęta zostają
ponownie załadowane na ciężarówki i kontynuują swoją ostatnią podróż
bez względu na swój stan.
Z Cieszyna konie przewożone są przez Republikę Czeską i Słowację, a
następnie dalej do Słowenii i na Węgry. Przewoźnicy wybierają
okrężną drogę, by uniknąć restrykcyjnych kontroli weterynaryjnych
przeprowadzanych w Austrii. Praktyka ta, chociaż bardzo często
stosowana, jest nielegalna i wydłuża podróż o wiele godzin. Koniom
trudno jest ustać w kołyszących się ciężarówkach, zwłaszcza, że są
krótko uwiązane do uchwytów w ścianach pojazdów - to kolejna
nielegalna praktyka, stosowana, by konie nie gryzły się nawzajem.
We wnętrzu ciężarówki konie często tracą równowagę i upadają. Kiedy
już leżą często zostają poranione lub stratowane przez
współtowarzyszy podróży. Dla rannych koni, kucyków i źrebiąt
przepełnienie ciężarówek w połączeniu z brakiem podziału ze względu
na wielkość może okazać się śmiertelne. Konie, które raz znalazły
się na ziemi, często desperacko walczą, by ponownie stanąć na
nogach, podczas gdy pozostaje zwierzęta oddają na nie mocz i kał, a
często również tratują na śmierć.
Po przybyciu do punktów przeładunkowych konie, które padły są
wywlekane z ciężarówek łańcuchami lub poddawane brutalnym zabiegom,
których celem jest zmuszenie ich do wstania. Stosuje się wobec nich
brutalne kopanie, bicie ciężkimi kijami lub umieszczanie pałki pod
napięciem w odbycie.
Zanim konie dotrą na Węgry, zaledwie w połowie ich szlaku, większość
z nich jest ranna, wycieńczona I odwodniona. Wiele jest umierających
lub już padło.
Kiedy konie wjeżdżają na teren Unii Europejskiej w Gorizii w
Północnych Włoszech na granicy ze Słowenią, większość z nich jest w
ciężkim stanie fizycznego i psychicznego wyczerpania lub nie żyje.
Wiele z nich czeka jeszcze długa podróż na zachodnie wybrzeże Włoch
i dalej promem na Sardynię
Po przybyciu do rzeźni konie są brutalnie wywlekane z ciężarówek i
wciągane do fabryki śmierci. Prawo wymaga, by zwierzę zostało
ogłuszone zanim poderżnie mu się gardło. Ogłuszania dokonuje się
przy pomocy pistoletu, który wstrzela metalowy bolec w czoło
zwierzęcia. Często procedura ta jest ignorowana lub przeprowadzana
niekompetentnie i konie odzyskują świadomość, kiedy podrzyna im się
gardła. Wiele z nich jest zabijanych na oczach swoich towarzyszy, co
jest kolejnym pogwałceniem prawa.
Dochodzenie Vivy! wykazało, że europejska dyrektywa dotycząca
transportu żywych zwierząt jest cynicznym zabiegiem, który pozwala
na nieregulowany handel zwierzętami bez kontroli czy sankcji.
Ponieważ w rzeczywistości na terenie UE nie działają żadne
niezależne inspekcje, transportowane zwierzęta nie mogą liczyć na
lepszą niż w Polsce ochronę prawną, kiedy znajdą się na terenie
unii. Prawa europejskie są ignorowane tak samo jak polskie.
Warunki, w jakich transportowane są zwierzęta są hańbą dla
wszystkich, którzy biorą czynny udział w tym procederze oraz dla
tych, którzy bez sprzeciwu pozwalają, by był on przeprowadzany w ich
imieniu. Prawodawcy we wszystkich krajach unijnych wyraźnie
przedłożyli zysk przemysłu mięsnego nad cierpienie zwierząt.
Wnioski
Opłacalność niekontrolowanego handlu żywymi końmi zasadza się na
nieprzestrzeganiu prawa. Wprowadzenie w życie istniejących przepisów
Ustawy o Ochronie Praw Zwierząt znacznie polepszyłoby los koni i
sprawiłoby, że proceder ten przestałby być opłacalny. A to z kolei
położyłoby kres eksportowi koni na mięso.
Viva! wierzy, że dzięki kampanii prowadzonej w Polsce i Wielkiej
Brytanii uda się osiągnąć zakaz eksportu koni na rzeź.
Materiały organizacja Viva i jej wolontariusze.
